Reklama
SONIAMIKI

Autor: Dorota Kosela

Foto: Jacek Tomaszewski

Zosia Mikucka, artysta opowiedziała nam o swoich planach, trasie koncertowej i pracy przy tworzeniu drugiego albumu.

 

Sobota trzynastego sierpnia 2011 roku stanowiła półmetek muzycznych propozycji Tymczasowej Akcji Kulturalnej Katowice, której organizatorzy tym razem zaplanowali pakiet polsko-norweski. Po stronie polskiej wystąpiła Zosia Mikucka, znana pod pseudonimem Soniamiki, a stronę norweską reprezentował norweski duet Thelma&Clyde. To już trzeci koncert z tego cyklu i każdy, kto zaznajomił się z programem i pomysłem TAKK! dostrzegł konsekwentny zamysł organizatorów w sposobie dobierania artystów z Polski i zza granicy, polegający na wyborze grup o zbliżonej stylistyce i gatunku wykonywanej muzyki. Tego dnia wieczór otwarła artystka z Polski, z którą po koncercie udało mi się zamienić więcej, aniżeli parę słów...

 

Gdyby nie ten dzisiejszy koncert, moje pierwsze pytanie brzmiałoby następująco: „Dlaczego tak ciężko przychodzi usłyszeć Cię na żywo, zarówno na Śląsku, jak i w Polsce?”. Oczywiście spotykamy się dzisiaj w Rondzie Sztuki, a cała przygoda Soniamiki nie trwa długo ( dopiero od 2009 roku), jednak niewielka liczba wywiadów, mała liczba koncertów – zwyczajnie niepokoi...

Zosia Mikucka: Po prostu nie mamy menadżera- to stanowi główny powód braku koncertów, czasem pomaga mi mój tata, ale menadżera nie mamy. Nie mamy osoby w Polsce, która mogłaby się zająć organizacją. Mówiąc bez ogródek – całą sprawą kontraktu z Niemcami wytargałam sobie sama – pisząc, wysyłając dema, kontaktując się. Wydawało mi się,że właśnie tam, będzie ktoś w postaci menadżera, który zajmie się tym wszystkim. Oczywiście trochę tego było, ale nie zbyt wiele. Teraz, z racji tego,że jest nas trójka, a ja jestem główną osobą zaangażowaną i najbardziej zainteresowaną bo to mój solowy projekt – chłopcy są tylko gościnnie, mają swój zespół: L.Stadt, który ich głównie pochłania. Dużo się zmieniło odkąd gramy razem, jednak praca nad PR'em ciągle należy do moich obowiązków. Łukasz Lach, który jest liderem zespołu L.Stadt, w projekcie Soniamiki oprócz grania na klawiszach gra również rolę "art directora", kogoś kto przygotowuje moje piosenki do wykonań na żywo, natomiast ja jestem osobą, która załatwia koncerty- co nie przychodzi mi łatwo. To powoduje,że jest ich tak niewiele. Są oczywiście ludzie którzy w miarę możliwości próbują mnie medialnie wspierać, czy też podpowiadać komuś, kto mógłby mnie zaprosić do jakiegoś wydarzenia, miejsca... Jednak to wszystko niewiele - dzieje się zdecydowanie za mało, w tej branży trzeba być ciągle aktywnym. Mieliśmy bardzo fajną trasę sponsorowaną w kwietniu, podczas której m.in. odwiedziliśmy Katowice i Rondo Sztuki - wtedy medialnie musiało coś się wydarzyć - był dosyć wzmożony ruch wokół tej trasy. Wiem doskonale, że potrzeba robić znacznie więcej i co miesiąc coś aktualizować, zabiegać o wywiady, o spotkania itd. Ciężko jest mi się skupić na tym wszystkim. Jest to zwyczajnie bardzo trudne...

Czy i w jaki sposób, w roku 2009 próbowałaś zaistnieć z tym projektem, pomysłem u polskich wydawców? Z jakim przyjęciem to się spotkało?

Zosia Mikucka: Oczywiście,że próbowałam. Przed wydaniem jej w Niemczech, oczywiście starałam się to zrobić w Polsce. Wysyłałam wiele płyt, zanosiłam osobiście, jechałam także bezpośrednio do Warszawy i reakcje były takie,że: „Fajne, fajne – ale to się w Polsce nie sprzeda, więc dzięki”. No i dlatego, gdy dowiedziałam się o tej możliwości wydania albumu w Niemczech, mimo świadomości,że pewnie i tak płyta nie sprzeda się przede wszystkim przez polski język, to jednak pojawiła się odwaga,żeby tak właśnie postąpić. Wydaje mi się jednak,że teraz w Polsce zaszło sporo zmian, dużo się zmieniło – powstaje coraz więcej „dziwnych i fajnych” projektów i może pojawi się tym samym jakaś szansa...

I tym samym doszłyśmy do nurtującej mnie kwestii. Jak wygląda współpraca z niemiecką wytwórnią Moanin?Z perspektywy dwóch lat od wydania płyty, jak jesteś w stanie ocenić sam fakt decyzji o wydaniu płyty właśnie tam, jak i samej współpracy?

Zosia Mikucka: Ja przede wszystkim bardzo się cieszę,że tę płytę wydałam – był to dość spontaniczny pomysł, chociaż od dziecka marzyłam o tym,żeby to robić- ale możliwość wydania płyty zdawała mi się mało możliwa. Tym bardziej ucieszył mnie fakt,że wątpliwości zostały przezwyciężone i udał się właśnie w Niemczech. Cieszę się,że wyszła właśnie wtedy. Wiadomo,że mogła być zrobiona lepiej. Teraz gdy jej słucham, zupełnie inaczej ją odbieram niż dwa lata temu. Nie mogę natomiast doczekać się wydania drugiego albumu, który chyba bardziej precyzyjnie sobie wizualizuję i wyobrażam niż to było wtedy. To było tak, że powstały moje piosenki, nad którymi pracowałam w domu i zostały stworzone od początku do końca przeze mnie. Jeżeli chodzi o współpracę i moją ocenę – ta kooperacja jest coraz rzadsza, natomiast cały czas jesteśmy w kontakcie. Aktualizujemy pojawiające się nowości,a jeżeli są wydarzenia w Niemczech, w których mogę brać udział to oczywiście tam jestem, pomimo że jest ich ostatnio coraz mniej....Ja jednak bardzo się cieszę,że ta płyta wydana została właśnie tam, bez względu na to,jak z perspektywy czasu postrzegam ten album... Wtedy gdy wyszedł oczywiście był bardziej aktualny niż jest teraz, dlatego ostatnio, co jest dla mnie bardzo istotne: wrzucam szkice utworów na facebook'a, ponieważ zdałam sobie sprawę,że właśnie powstała piosenka, która jest ważna i istotna w tej właśnie chwili, w tym momencie...

Ale niekoniecznie powinna znaleźć się na płycie?

Zosia Mikucka: Dokładnie. Choć czasem to po prostu potrzeba przekazania tego ważnego w tej chwili dźwięku gdzieś dalej... Brak takiej możliwości powoduje później,że po dwóch latach od wydania albumu, czy na czas przed nowym krążkiem, ta piosenka gdzieś utknie, psuje się i ląduje w pudle. Teraz wychodzę z założenia,że takie szkicowe rzeczy fajnie jest pokazywać!

Wracając jeszcze na chwilę do współpracy z wytwórnią Moanin – z jaką reakcją i ocenami spotkałaś się od przedstawicieli firmy? W końcu Twoje teksty z 7pm są zarówno w języku polskim, jak i angielskim.

Zosia Mikucka: Prawdę mówiąc nie było bezpośredniej rozmowy na ten temat. Gdy doszliśmy do wniosku,że chcemy razem coś zrobić, to wysłałam pewną liczbę piosenek, z której razem wybraliśmy te, które powinny znaleźć się na płycie. Nie było argumentowania na zasadzie: „Wybierzmy te, które są w języku angielskim, bo to będzie bardziej uniwersalne”. Ostatnio nawet znalazłam taki list od Christopha Beckera, (On nadzorował całą sprawę i jest szefem wytwórni Moanin),w którym to opisał przy każdej z piosenek swoje wrażenia i to jak chciałby, aby te piosenki się zmieniły. Co ciekawe – napisał mi to fonetycznie, tak jak słyszał polskie słowa – to chyba pokazało, że nie ma większego znaczenia, w jakim języku powstanie płyta. Najważniejsza jest emocja, energia. Słyszałam też podobne głosy od niemieckiej publiczności, że to dla nich nie jest najistotniejsze i po prostu oni czują, o czym jest dany utwór.

Moim zdaniem, dwujęzyczność to właśnie największy walor tej płyty – po kolejnych odsłuchaniach słowa mieszają się i niekoniecznie stają są oczywiste jak na początku. Odejście od angielskiej uniwersalności, która na rynku już wprowadziła pewien zastój i przesyt, zdecydowanie dało intrygujący efekt.

Zosia Mikucka: Powiem Ci,że był taki człowiek, również z Niemiec, który chciał również z nami współpracować, co może w przyszłości się wydarzy i On zaczął wymieniać mi piosenki, które zwyczajnie w świecie spodobały mu się. Dodał przy tym komentarz: „Ja dokładnie wiem o czym Ty śpiewasz, mimo że nie rozumiem tego języka!. To jednocześnie było super, ale i zarazem dziwne. Byłam przygotowana na ewentualne nagranie albumu w całości po angielsku, jednak od zawsze największą frajdą dla mnie jest to, jeżeli uda mi się napisać dobry utwór po polsku bo wiem doskonale, że jest to trudniejsze niż w języku angielskim, gdzie rytmiczność i melodyczność słów znacznie ułatwia śpiewanie... ...

Jest zarówno łatwiejszy dla Ciebie, jak i słuchaczom ułatwia bezpośredni odbiór, stawiając ich jednocześnie w pozycji nastawionej mniej krytycznie do treści, aniżeli w przypadku języka polskiego, gdzie pojedyncze słowo może wywołać wzburzenie.

Zosia Mikucka: Tak właśnie jest. Gdy słyszymy tekst w języku polskim, często się zdarza tak,że jedno słowo może nam zniszczyć całą piosenkę. Dlatego przy pracy nad drugą płytą, mimo wcześniej wspomnianych trudnościach – będę starała się aby teksty powstawały przede wszystkim w języku polskim.

Tym samym rozpoczęłaś temat drugiej płyty. Jakie pomysły aranżacyjne, tekstowe i instrumentalne tlą się w Twojej głowie?

Zosia Mikucka: Jak wspomniałam, chciałabym aby ta płyta była w większości po polsku, a także żeby była jeszcze bardziej ascetyczna – chcę jeszcze oszczędniej używać słów, ale jednocześnie jak najbardziej trafnie opisać te emocje, które przy tworzeniu mi towarzyszą. Chcę też bardziej ograniczyć instrumentarium. Płyta 7pm wymagała użycia wielu instrumentów, czego nie jestem w stanie przetworzyć grając na żywo, więc i tu chciałabym zmiany. Aktualnie przy piosenkach nad którymi pracuję, staram się ograniczać do trzech instrumentów: perkusji, klawiszy oraz gitary basowej, z którą przede wszystkim komponuje. Wcześniej najpierw pracowałam nad harmonią – teraz jest zupełnie inaczej – gram na basie i śpiewam. Chciałabym też, aby bas był jeszcze bardziej wiodący w piosenkach, tak jak na przykład w „Move your Eyes”, gdzie stanowi swoistą bazę. Chcę spróbować zrobić piosenki opierające się na bardzo prostym bicie i basie, oraz śpiewie oczywiście tylko,że jest to strasznie trudne... Jeszcze do tego dochodzi język polski, który nie jest tak melodyczny jak angielski i mogą wyjść bardzo pretensjonalne rzeczy. Nie chcę iść w coś co ma być awangardą, bo to po prostu nie będzie moje, nie będzie dla mnie naturalne...

Czy na tę chwilę planujesz już dalsze koncerty, trasy w Polsce i za granicą, czy za wcześnie żeby o to pytać?

Zosia Mikucka: Chyba nie, nie jestem w stanie na tę chwilę powiedzieć, jaką formę przybierze trasa. Póki co składam płytę,że tak to określę w postaci bardzo demo. Oczywiście najpierw myślę o Berlinie i o Christophie i o firmie Moanin. Natomiast chciałabym tę płytę wydać w Polsce, bo niestety płyta „7pm” nie jest ciągle dostępna w kraju – to mnie strasznie irytuje, bo jest to krążek w dominującej mierze w języku polskim, ale niestety nie da się przebić z dystrybucją płyty, przez co w głównej mierze można je zakupić podczas koncertów w Polsce i Niemczech oraz w internecie poprzez Itunes i Amazon. Tego bardzo chciałabym uniknąć przy wydaniu drugiej płyty,więc na pewno będę się o to starała! Zatem jeżeli tylko uda mi się złożyć demo, to wtedy będę walczyła o taki obrót sprawy i wtedy także będę się bardzo starała, aby ktoś mi pomagał przy lepszej organizacji pracy. Mam nadzieję,że to wszystko się uda!

Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia:)!